Szef jak osa, ja też:(

wino

winoNiekiedy zdarzają mi się takie dni, że nic nie układa się po mojej myśli. Tak właśnie było dziś. W pracy szef chodził cały dzień jakiś poddenerwowany. Obrywali wszyscy po kolei. I ci, którzy nie dopełnili swoich obowiązków, jak i ci, którzy po prostu znaleźli się pod ręką. Nawet ja oberwałam za prowadzenie rozmów przez telefon. Niestety ten telefon musiałam odebrać. Dzwoniła firma transportowa, która miała pierwsze rzecz przewieść do naszego nowego domu. Chcieliśmy tam już postawić kanapę – bo jedno pomieszczenie było gotowe, żeby w razie czego można już było tam przenocować… No ale – w obecnej syt nie mogłam zwolnić się z pracy, by ich wpuścić. Tym bardziej w momencie, gdy szef chodził taki zły. Na szczęście udało mi się w krótkiej wiadomości napisać mężowi, w czym jest rzecz. Wydawać by się mogło, że kryzys zatem przeminął i to, co najważniejsze tego dnia doczekało się realizacji. Niestety w domu czekał na mnie niezadowolony mąż. Nie odczytałam jego wiadomości, że jest na ważnym spotkaniu biznesowym i, że mam zadzwonić do jego siostry, by ona się tym zajęła… no i sami możecie się domyślać jak to wszystko się wpłynęło na nasze humory… Na szczęście – kieliszek wina jest dobry na każdy humor i ja sobie właśnie go nalewam…